Zaloguj się

Wspaniały jak Maserati

Od zbroi do samochodu

Lepiej jednak wspomnieć o projektancie i wykonawcy karoserii Sebringa – mowa oczywiście o Alfredo Vignale. Jego firma, wspaniała Carrozeria Alfredo Vignale powstała jesienią 1946 r. w Turynie. Piemont od wieków słynął z metaloplastyki. Długo, długo przed karoseriami produkowano tam... zbroje. Później czas przyszedł na karety, aż w końcu na początku XX w. twórcy skupili się na samochodach. Trzeba wspomnieć, że był to okres, gdy producenci aut tworzyli gotowe podwozia. Wyposażali je w silniki, skrzynie biegów, układy sterowania i inne elementy, ale nadwoziami zawracali sobie głowę tylko o tyle, o ile było to niezbędne. Od tego byli producenci karoserii. Taki układ miał ten plus, że właściwie każdy samochód mógł być inny, stworzony na potrzebę konkretnego klienta. 

Alfredo Vignale nie tylko wyczuł duży potencjał rynku, ale też dostrzegł szansę dla siebie. Trzeba przyznać, że zdolności mu nie brakowało. Gdy był jeszcze praktykantem, docenił go sam Pinin Farina. Zakład Vignale pracował na zlecenie największych. Dość wspomnieć Ferrari, BMW, Alfę Romeo, De Tomaso, Lancię czy właśnie Maserati.

Przedstawiane przez nas Maserati jest jednym z owoców pracy Vignale. To absolutny rarytas. Powstały 247 Sebringi Serii II, a w wersji 3500 zaledwie 94 sztuki. Nie ma dokładnego rejestru aut jeżdżących o własnych siłach, jest pewnie około kilkunastu.

 

Każde Maserati to przygoda

Dlaczego właściciel zdecydował się na zakup takiego auta?
KUR – Od Maserati zacząłem przygodę z klasycznymi samochodami. Kupowałem je, gdy były w stosunkowo atrakcyjnych cenach.KON

Nie sposób nie zapytać o koszty związane z remontem. Nierzadko jest to argument przeciw zakupowi konkretnego samochodu.

KUR – Praktycznie każde takie auto wiąże się dziś z wielkimi kosztami. To, czy kupimy egzemplarz za 90 000 euro czy za 150 000 euro, jest w pewnym sensie obojętnie, bo niezależnie od ceny i tak trzeba będzie je zupełnie rozebrać i poddać renowacji. Przekonałem się już, że nie ma cudów. Jak tylko zaczniemy się do takiego zabytku dobierać, okaże się, że jest przy nim całe mnóstwo roboty. Silniki są, delikatnie mówiąc, niewdzięczne i trudne do odbudowy. Mechanicy, z którymi współpracowałem, a którzy nie znali specyfiki i niuansów tych jednostek, szybko polegli.

W latach 60., z których pochodzi opisywany samochód, Maserati swymi rozwiązaniami technologicznymi przewyższało Mercedesa.

Wspaniały jak MaseratiWspaniały jak Maserati
Wspaniały jak Maserati

Rzecz względna

Pieczołowicie odrestaurowany wóz, w dodatku TAKI wóz, zachwyca. Zdjęcia, które widzimy, były robione na mało uczęszczanej uliczce leżącej w pobliżu ruchliwej trasy. Kierowcy zamiast gnać tak, jak gna się na drogach tego typu, zwalniali. Co chwila ktoś zamiast patrzeć przed siebie, oglądał się w kierunku włoskiego cacka. Do karambolu jeden krok.

Nagle jadące już naszą uliczką czarne Porsche Cayenne zatrzymuje się. Zza opuszczanej szyby wygląda postawny jegomość. Nie obyło się bez pytań o markę i, co łatwe do przewidzenia, o wartość. My jednak skoncentrujemy się na innej finansowej kwestii: kwestii renowacji.

 

Drogie banały

Renowacja samochodu zabytkowego to kosztowna sprawa. Banał? Owszem, ale to tym gorzej. Banalne prawdy mało kto traktuje serio. Doskonale widać to na przykładzie efektów renowacji prowizorycznych, częściowych i po łebkach. Właściciele argumentują, że ich podejście ma ten plus, że wizualnie wychodzi OK, a przy tym jest znacznie taniej. Niestety, wyłącznie pozornie taniej. Tylko czekać, aż spod pachnącego jeszcze lakieru wyjdzie rdza, a zaniedbane układy dadzą o sobie znać. Prowizorycznie wyremontowane auto prędzej czy później (ale raczej prędzej) upomni się o swoje. I to z hukiem. W przypadku auta takiego jak to, na żaden huk nie można sobie pozwolić.

 

Elitarna czkawka

Hasło Maserati przywodzi na myśl najwspanialsze auta z górnej półki. Może zatem wydawać się dziwne, że samochody spod znaku trójzęba (przynajmniej te z połowy XX w.) fabrycznie były niedokładne. Niedopracowania można próbować tłumaczyć ręczną i śladową produkcją, bo rzeczywiście praktycznie wszystkie auta były jedyne w swoim rodzaju i różniły się między sobą. Marka była i jest utożsamiana z produktami elitarnymi.

KUR – To jest naprawdę trudne w renowacji auto. Problemy były właściwie ze wszystkim. Kłopotliwe było spasowanie chromów, podsufitki. Auto jest bardzo finezyjne, szczegółowe, ma wiele ozdobników i bajerów. Emblemat na tyle składa się z dwóch części. Dopasowanie ich do otworów w karoserii zajęło mi 3,5 godziny KON  – mówi Łukasz Burdziakowski.

Styl wykonania emblematów i efekt, jaki wywołują, to najlepsza ilustracja dla powyższych słów. Wystarczy spojrzeć na znaczki na błotnikach. Piękne, kolorowe, wyglądają niemal jak witraże. Jednego szczegółu nie widać: są ręcznie malowane.

 

Czytaj więcej w Automobiliście 4/2020!

 

 

 

 

Polityka Prywaności