Zaloguj się

Volkswagen Transporter T2

Dla mniej zorientowanych -  od razu warto wyjaśnić pewien problem z oznaczaniem Volkswagenów. Osobowy „garbus” miał fabryczne oznaczenie Typ1, zaś transporter to był Typ2. Jednak dla łatwiejszego rozróżnienia kolejnych generacji zwykło się oznaczać pierwszą serię jako T1, drugą jako T2, trzecią jako T3 i tak dalej...Czyli to co oglądamy na zdjęciach to Typ2 T2 – no tak to wyszło...Aby nie było tak łatwo, to wykonania tak pierwszej jak i drugiej serii oznaczano, w zależności od rodzaju nadwozia, jako typ „21”- furgon „Bulli”, „22”- mikrobus, „23” - kombi lub kempingowy, „24” -  „Samba”, „26” - pick – up (niem - pritschewagen) i „265” oraz „27” – sanitarka. W generacji T2 nie występował już typ „24” czyli słynna i najdroższa obecnie  „Samba”. Począwszy od roku 1979 i modelu T3 zaprzestano używać oznaczenia Typ2.  Transportery T1 jak i T2 znamy jeszcze w wykonaniach campingowych, głównie model „Westfalia”, ale to już inna kategoria, którą opisywaliśmy w numerze 11/2012 Automobilisty. 

Volkswagen Transporter T2Volkswagen Transporter T2
Volkswagen Transporter T2

Volkswagen Transporter T1, który od początku lat 50. ze swoimi zaletami i wyraźnymi niedostatkami, dzięki znakomitemu serwisowi, prostocie i dobrze skalkulowanej cenie stał się stałym elementem amerykańskiego krajobrazu. Jak wspomniałem, jego następca T2, pokazał się na rynku wraz z początkiem ruchu „hippie” czyli w roku 1967. Była to zupełnie nowa konstrukcja zachowująca tylko zasadniczy pomysł na taki samochód czyli chłodzony powietrzem silnik wspólny z VW garbusem i zawieszenie kół na drążkach skrętnych. Z wyjątkiem nieco mniejszego rozstawu osi wszystkie inne wymiary miał nieco większe od poprzednika czyli transportera T1. Do tego doszedł zdecydowanie mocniejszy silnik 1,6 litra o mocy 47 - 50 KM i samochód mógł wreszcie przekroczyć zaczarowaną granicę 100 km/h, co w USA było wystarczające. Zresztą dwie pierwsze generacje Transportera były tam określane jako „underpowered” czyli ze zbyt słabym silnikiem. Nie ma się co dziwić bo w USA era samochodów z silnikami 30  konnymi zakończyła się w początku lat 30., a 25 czy 30 KM w takim dużym samochodzie to mniej niż w Fiacie Multipli z 33KM. Miałem  okazję się o tym przekonać gdy w roku 2010 brałem udział w rajdzie zorganizowanym przez koncern Bosch w Boxbergu, jako jeden z trzyosobowej polskiej załogi, za kierownicą Transportera T1 w wersji „doka”. Samochód jeździł całkiem dobrze i mimo górzystych tras nie mieliśmy problemu z utrzymaniem prędkości, chociaż było bez szału. Dopiero potem okazało się, że zainstalowano w nim silnik 1,6 litra i hamulce tarczowe z późniejszego modelu T2. Z drugiej strony dobrze to świadczy o kompatybilności pierwszej serii (T1) z drugą (T2) mimo zaprojektowania zupełnie nowego nadwozia.

To, co w T2 od razu rzucało się w oczy, to duża panoramiczna przednia szyba nazywana w USA „Bay Window” w odróżnieniu od poprzedniej „Split Screen”. W zasadzie te dwie nazwy wystarczały tam do określenia z jakim modelem Transportera mamy do czynienia. Drugim ważnym elementem, odróżniającym konstrukcyjnie nadwozie T1 od T2 były boczne drzwi przesuwane z lewej lub prawej strony, albo rzadko z obydwu. Generalnie Transporter stał się znacznie bardziej użyteczny.

 

Czytaj więcej w Automobiliście 5-6/2020 

 

 

Polityka Prywaności