Zaloguj się

O porządnym samochodzie

Samochody, o których nikt nic nie wie, to specjalność Japończyków. Latami na to pracowali! Gama aut wysyłanych na eksport była dopasowywana do regionu, do którego docierały, ale i tak był to zaledwie zaśnieżony czubek góry Fudżi. Oferta krajowa porażała liczbą modeli i ich wersji, które zmieniały się wprawdzie nie co roku, jak w Stanach Zjednoczonych, ale dostatecznie często, żeby w katalogach panowało zamieszanie jak na targu rybnym. I tak jak na targu, najbardziej poszukiwany był towar najświeższy.

Japończycy mają jeszcze jedną szczególną cechę: umiłowanie tradycji, ale tradycji „wiecznej jak trawa”. Mieszkając na wyspach dręczonych przez trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów nie szukają trwałości w rzeczach materialnych, a raczej w stylu bycia i rytuałach. Najlepszy samochód to ten, który masz teraz, ale i on przeminie jak jego poprzednicy. Zwłaszcza, że okresowe badania techniczne są w Japonii bardzo rygorystyczne i już kilkuletnie auta stają zbyt kłopotliwe i kosztowne w utrzymaniu.

Jeśli dodać do tego praktykę nadawania tym samym modelom różnych nazw w zależności od kraju czy okresu produkcji, otrzymujemy miszmasz, w którym można się pogubić jak w japońskiej etykiecie.

O porządnym samochodzieO porządnym samochodzie
O porządnym samochodzie

Chicago 6,8

Z Toyotą Crown jest o tyle łatwiej, że to najstarsza linia modelowa marki. Produkowana od 1955 doczekała się w 2018 piętnastej generacji. Samochód na zdjęciach wywodzi się z generacji piątej z lat 1974-79.

Crown też jest „wieczny jak trawa”. W gruncie rzeczy to wciąż jeden i ten sam samochód. Jeśli przypomnicie sobie samochody konstruowane przez kraje, które z opóźnieniem rozpoczynały przygodę z motoryzacją, Crown urośnie do rangi „archetypu”. Ma spełniać możliwie najlepiej, możliwie najwięcej potrzeb z potrzebą uznania włącznie. Czyż nie tym samym miał być GAZ M1, Holden FX czy nasze CWS T-1 i „garbata” Warszawa?

Pierwszy Crown był sprzedawany pod marką Toyopet. Miał z grubsza gabaryty Wartburga 311, choć był nieco szerszy i wyższy, a napędzał go 4-cylindrowy silnik benzynowy 1,5 l o mocy 60 KM. Jesienią 1959 dodano do opcji półtoralitrowy 40-konny silnik wysokoprężny. Był to pierwszym japoński samochód osobowy z dieslem. Rok później doszedł jeszcze benzynowy 1,9 l o mocy 90 KM. Skrzynka zawsze była 3-biegowa, ręczna.

Auto zaprojektowano mając na uwadze mizerne wówczas japońskie drogi. Było niezwykle sztywne, wykonane z grubszej blachy niż auta amerykańskie, a przy masie własnej 1152 kg cięższe o dobre 150-200 kg niż podobnej wielkości modele z Europy. Z przodu miało niezależne zawieszenie na wahaczach ze sprężynami śrubowymi, z tyłu sztywną oś na resorach. Przy obu osiach były hamulce bębnowe. Stylistycznie nadążało za modą, ale tylne drzwi były zawieszone staromodnie na tylnych słupkach.

Stało się też pierwszym modelem firmy wysyłanym do USA. Początek nie był zachęcający. Dwa Crowny, biały i czarny, które wylądowały na Zachodnim Wybrzeżu, nie były w stanie podjechać pod strome wzniesienie wiodące do salonu sprzedaży. Auta krytykowano za słaby silnik, a podróż morzem przyspieszała korozję. Lecz były i jasne strony. W 12-godzinnym teście jazdy miejskiej non stop po Chicago, w tym po śródmieściu w godzinach szczytu, dziennikarze popołudniówki „Chicago’s American” zanotowali spalanie na poziomie 34,59 mil na galonie, czyli 6,8 l/100 km. Jeżdżąc dzisiaj po Warszawie nowym autem tej klasy, trudno byłoby uzyskać podobny wynik – nie mówiąc o lepszym.

 

 

Czytaj więcej w Automobiliście 11/2020! 

 

 

Polityka Prywaności