Zaloguj się

Syrena 100 - 65 lat temu ruszyła produkcja

Małolitrażówka

Cofnijmy się do wczesnych lat 50. Na obrzeżach stolicy działa Fabryka Samochodów Osobowych . Owoc jej pracy jest tylko jeden: Warszawa. Samochód duży, drogi, przeznaczony raczej dla instytucji państwowych i taksówkarzy. W prywatne ręce Warszawy trafiały rzadko, bo mało kogo było na nie stać. Jednym ze szczęśliwców był Julian Tuwim.

Potrzebny był samochód tańszy, na który mogliby pozwolić sobie nie tylko najbogatsi. Ówczesnej władzy masowy samochód jawił się jako zbytek, coś niepasującego do zamysłów państwa socjalistycznego. Aby uzyskać zgodę na prace nad nowym małolitrażowym samochodem przekonywano, że mógłby on być sprzedawany osobom zasłużonym takim jak przodownicy pracy czy artyści. Ostatecznie projekt dostał zielone światło.

 

Syrena 100 - 65 lat temu ruszyła produkcjaSyrena 100 - 65 lat temu ruszyła produkcja
Syrena 100 - 65 lat temu ruszyła produkcja

Ma być tanio

Nowy pojazd (nazwa Syrena jeszcze nie istniała) musiał być tani w produkcji. Konstruktorzy chcieli, by pod maską pracowały silniki dwu- i czterosuwowe, chłodzone cieczą i powietrzem. Nie wykluczano nawet wariantu tylnosilnikowego! Aby prace poszły sprawnie, FSO kupiła kilka samochodów zagranicznych. Dzięki temu inżynierowie mogli dobrze przyjrzeć się stosowanym wówczas rozwiązaniom. Tworząc ramę nośną, zawieszenie oraz przeguby napędowe sugerowano się dokonaniami konstruktorów z DKW.

Ponieważ rynek cierpiał na niedobór stali, Stanisław Panczakiewicz przygotował projekt, który zakładał zbudowanie auta z wykorzystaniem głównie drewna. Drewniany szkielety pokryty płytą pilśniową zapewniał niezbyt kosztowną produkcję, będąc jednocześnie staroświeckim i, co gorsze, nietrwałym.

Konstruktor Stanisław Łukaszewicz, a wraz z nim spora część załogi, nie kryli niezadowolenia. Dość szybko powstał więc drugi, konkurencyjny prototyp oparty na szkielecie stalowym i wykorzystujący elementy Warszawy. W porównaniu z projektem Panczakiewicza samochód był niezgrabny. W dodatku jego produkcja wymagałby znacznie większych nakładów pieniężnych. Oczywiście zapewniał także lepszą wytrzymałość i lepiej rokował na przyszłość, ale to nie było wówczas najważniejsze. Wóz nie spotkał się z poparciem i trafił w któryś z ciemnych kątów żerańskich zakładów. Do dziś przetrwał tylko na nielicznych fotografiach.

 

Polityka Prywaności