Zaloguj się

Plymouth Valiant - kocie oczy perełki

Pod koniec lat 50. Amerykanie zainteresowali się autami kompaktowymi. Małe, poręczne i oszczędne, wielu osobom odpowiadały bardziej niż co rok rosnące „krążowniki szos”. Koncern Chryslera przemyśliwał nad małym modelem od lat 30. Prace nabrały rumieńców w pierwszej połowie lat 50., a gdy menedżerowie zwiedzieli się, że Ford i General Motors pokażą kompakty w roczniku 1960, podkręcono tempo. W połowie 1957 utworzono komitet ds. małego samochodu, w grudniu były już gotowe pełnowymiarowe modele, w kwietniu 1958 zatwierdzono projekt silnika, a w listopadzie ruszyły próby na hamowni. Wiosną 1959 samochody wyruszyły do testów.

Zespół konstruktorów skoncentrowano w wynajętym obiekcie przy 403 Midland Avenue w Detroit. Program A901 miał najwyższy priorytet i toczył się w sekrecie. Postronnym mówiono, że to „coś dla wojska”. Chrysler był stałym dostawcą armii amerykańskiej, nikt więc się nie dziwił.

Inżynierowie przychodzili na szóstą, siódmą rano i zostawali nieraz do szóstej wieczorem. Dbano, aby nie siedzieli dłużej, bo wg ustaleń ze związkami po osiemnastej należała im się ekstra stawka za nadgodziny i przerwa na kolację. Mimo to niektórzy pracowali do późna. Odsypiali, kończąc przerwę na lunch drzemką na stole kreślarskim. Raz koledzy przykleili takiego delikwenta taśmą do blatu. Innym razem, gdy ktoś jeździł jednym z egzemplarzy próbnych, chwaląc niskie spalanie, po cichu dolewali mu paliwa do baku. Gdy ucieszył się, że auto zeszło do niecałych 4 l/100 km, zaczęli paliwo podbierać i spalanie wzrosło do 30 l/100 km. Kompletnie zdezorientowanemu, zdradzono w końcu powody raptownego skoku. Jednej z sekretarek życzliwi koledzy poradzili, żeby zawsze pamiętała o wymianie powietrza w oponach z zimowego na letnie. Nie omieszkała więc poprosić o to będąc któregoś dnia na stacji benzynowej.

Tak oto, wśród żartów, zarwanych nocy i oszukanych kobiet rodził się jeden z najlepszych samochodów koncernu.

Plymouth Valiant - kocie oczy perełkiPlymouth Valiant - kocie oczy perełki
Plymouth Valiant - kocie oczy perełki

Miał mieć 4 cylindry i rozstaw osi 2,5 metra. Zbudowano prototyp z takim silnikiem umieszczonym z tyłu, przypominający Renault Dauphine. Lecz obserwując rynek, zarząd doszedł do wniosku, że to za mało, że 6 cylindrów i 6 miejsc to minimum. Eksplorując wcześniej możliwość zaprojektowania małego modelu, brano zresztą pod uwagę silnik V6 oraz 6-cylindrowego boksera. Pilnie przyglądano się nowościom z Europy. Liczono, że mały samochód zwiększy eksport. Zwyciężyła koncepcja budowy auta z klasycznym układem napędowym, praktycznego i nowoczesnego. Bez oszczędności uporczywych do mdłości, choć lekkiego i możliwie niedrogiego.

Nowy projekt rodził się w dobrym momencie. W Detroit rozgorzał wyścig technologiczny, który zaowocował kilkoma nietypowymi, zwłaszcza jak na Amerykę, samochodami, przykładem Chevrolet Corvair czy Pontiac Tempest. „Maluch” Chryslera też był nietypowy. Przede wszystkim miał samonośne nadwozie, tak jak wszystkie nowe modele koncernu wprowadzone w roczniku 1960 z wyjątkiem luksusowego Imperiala. Dostał również przednie zawieszenie z wzdłużnymi drążkami skrętnymi, które Chrysler szeroko stosował od 1957. A pod maską miał zupełnie nowy silnik, słynny potem „Slant Six”.

Reklamy mówiły, że nowy kompakt był „projektowany od środka”. Przekonywały, że jest pojemny i wygodny jak większe samochody, ale konstruktorzy znali głębszy sens sloganu. Był to jeden z pierwszych samochodów, w którym do testowania konstrukcji zawieszenia i symulacji jego pracy pod obciążeniem użyto komputerów. Posłużyły one również do wczesnego wykrywania elementów, których drgania mogłyby wywoływać hałas.

Nowa automatyczna skrzynka TorqueFlite Six (typu A-904) z mniejszym konwerterem i aluminiową obudową była lżejsza o około 48 kg od najlżejszych odmian pierwotnej TorqueFlite. Opracowano również lekki most napędowy z dzieloną obudową, co było małą rewolucją, gdyż Chrysler z upodobaniem stosował jednolite obudowy typu „banjo”. Po raz pierwszy w koncernie zastosowano również hamulce bębnowe Bendix z pojedynczym rozpieraczem i nastawnikiem luzów szczęk po przeciwnej stronie (hamulce typu duo-servo, tzw. self-energizing). Do tej pory Chrysler powszechnie używał hamulców z dwoma rozpieraczami (typu twinplex, ang. center-plane). Premierę miał również hamulec postojowy załączany pedałem i zwalniany ręcznie. Instalacja elektryczna była 12-voltowa, a w obwodzie ładowania znalazł się alternator – nowinka wprowadzona równocześnie w Chryslerach i Imperialach. Wkrótce większość aut amerykańskich doczekała się alternatorów.

W ramach obniżenia wagi auta większość „chromów”, łącznie z wlotem powietrza i kołpakami wykonano z anodowanego aluminium. W kilku elementach karoserii przewidziano otwory „odchudzające”, ale ktoś z tłoczni zadzwonił z prośbą o ich zmianę, najlepiej na eliptyczne. Niektórzy chłopcy z zakładu wycinali otwory wielkości monet i uzyskane tak krążki wrzucali do automatów z przekąskami.

 

Polityka Prywaności