Zaloguj się

Nissan miyagata

Wszystko, co zdarza się tylko raz, jest cenione i pożądane. Z jednym wyjątkiem. Właśnie nim się zajmę i mam nadzieję, że nie zanudzę was na śmierć.

Pisząc jakiś czas temu o autach Stanisława Lema, dotarłem do znanej anegdoty o lawinie papierków po słodyczach, odnalezionej przez potomnych za regałami w gabinecie pisarza. Na widok tego samochodu miałem wrażenie, że dotykam czegoś równie intymnego. Rzeczy do ostatka japońskiej, poza wyspami nie widzianej i nie rozumianej. Dopiero rozmowa z Szymonem uświadomiła mi, jak bardzo byłem w błędzie i jak dalece miałem rację. Właściwie byłoby z tego niezłe haiku.

 

Nissan miyagataNissan miyagata
Nissan miyagata

Kupuj!

Szymon długo jeździł Cadillakiem Fleetwood Brougham z 1976. Miał wiele dobrych wspomnień związanych z tym samochodem. Kraków odbijający się w długiej masce był magiczny w dwójnasób, lecz Szymon chciał spróbować czegoś innego.

 – Polowałem na Avanti II, ale przekraczało mój budżet. Kolega kupił Mercedesa z Japonii, pomyślałem więc „czemu nie?” Szukałem czegoś ciekawego, europejskiego. Wybór był spory, ale nic mnie nie pociągało  – opowiada Szymon Mitka, właściciel japońskiego karawanu. Ostatecznie zdecydował się na Nissana Pao, za jednym zamachem sprowadził dwie sztuki. Tę „trzecią drogę” podpowiedział Mateusz Karklissiyski, jego Buicka Electrę 225 opisaliśmy w nr 240 „Automobilisty”.

KURS – Kiedy szukałem Pao, przewinął mi się w internecie właśnie ten karawan. Akurat było zdjęcie z góry i ten dach, cały z miedzi. W ogóle nie wiedziałem, że było coś takiego jak Nissan President, „japoński” nie byłem wtedy kompletnie. Po dwóch miesiącach zobaczyłem go po raz drugi, zbliżały się moje urodziny. „Na prezent?”, pomyślałem. Dzwonię do Mateusza. – Masz chwilę? Ten karawan jest znowu na sprzedaż – Kupuj! – Nie głupi trochę pomysł? Co ja z tym zrobię? – Kupuj!

Zalicytowałem niewielką kwotę na zasadzie „co będzie, to będzie”. Aukcja kończyła się nad ranem, ale obudziłem się i sprawdziłem. „Nie uzyskano ceny minimalnej. Dyskusja ze sprzedawcą otwarta”. Przystąpiłem do negocjacji, ale Japończycy byli twardzi. Podałem ostateczną cenę, nadal niższą od ich minimum i zacząłem już szukać innego samochodu. Do kompletu z Pao marzył mi się Nissan S-Cargo. Poszedłem spać. Rano patrzę w telefon: „Gratulacje, udało nam się uzgodnić cenę”. Usiadłem na łóżku i powiedziałem na głos coś, co nie nadaje się do druku. 

Polityka Prywaności