Zaloguj się

Mercedes W126 Stanisława Lema

W gabinecie z antresolą oprócz bogatej biblioteki, maszyny elektrostatycznej i globusa Księżyca miał kolekcję modeli samochodów. W szufladzie biurka trzymał auto Jamesa Bonda, zapewne firmy Corgi, z działającymi gadżetami „zaczepno-obronnymi”. Mrożkowi doradzał listownie, wyliczając przewagi „Warbura” nad Skodą. „Ewie polecam nowego ercedesa 560 (420 koni, waży dwie tony 200 kg i paląc tylko 22 litry na 100, ma 5,25 m Długości oraz Siedzenia z Pamięcią i Gładziciel Głowy)”, pisał w 1991 roku do Ewy Lipskiej (wielkie i małe litery jak w oryginale). (3)

Mechanicar Groźny, elektrycerz śmiały, samochodziarz zawołany. Futurolog zamaszysty erudycją zbrojny, o przyszłości archaicznym stylem z upodobaniem piszący. Nieznośny i genialny, spraw monumentalnych figlarnie tykał. Dręczyciel dziennikarzy, kat reżyserów, przygodny autor dyktand nie mniej dolegliwych od średniowiecznych machin do tortur. Z fantastyki naukowej wyekstrahował filozofię. Jego słowa z każdym rokiem gęstnieją mocą proroctw, co imponuje i przeraża. Lem bowiem niezachwianie wierzył w postęp naukowo techniczny i ani trochę w człowieka.

 

Mercedes W126 Stanisława LemaMercedes W126 Stanisława Lema
Mercedes W126 Stanisława Lema

Staszek, zwolnij

Cenił i lubił pojedynczych ludzi, niektórych stale innych od czasu do czasu. Uniwersalną płaszczyzną porozumienia były samochody. Z pasją o nich rozmawiał, z wigorem używał. W liście do Aleksandra Ścibora-Rylskiego zanotował, że pierwszym słowem wypowiedzianym przez syna Tomasza było „auto”. Na samym początku „Summy technologiae”, z której był bardzo dumny, traktując ją jako swe „opus magnum”, rozwój samochodów posłużył mu jako przykład ewolucji techniki, której prawidła miały odpowiadać ewolucji świata ożywionego jak zakładała cybernetyka. Ba! Cechy stylizacji porównał żartobliwie do drugorzędnych cech płciowych, podkreślających atrakcyjność osobnika i wpływających na dobór naturalny! „Tak zatem odpowiednikiem samochodowych „ogonów”, ozdób chromowanych, fantastycznie modelowanych wlotów powietrza chłodzącego, świateł przednich i tylnych są godowe ubarwienia, pióropusze, osobliwe narośle czy – last but not least – określony rozkład tkanki tłuszczowej wraz z takimi rysami twarzy, które wywołują aprobatę seksualną”. (1)

Po raz pierwszy odebrał prawo jazdy w 1939 roku we Lwowie, amatorskie „z zieloną okładką”. „W tamtych latach naukę zaczynało się od kręcenia korbą”, wspominał. (3) Kurs sfinansował mu ojciec Samuel Lem, sam sceptyczny wobec samochodów. Był lekarzem i do pracy dojeżdżał autem służbowym „Czarna limuzyna, Chrysler, bardzo dobra, wolnoobrotowa, z silnikiem, który robił cichutkie tik, tik, tik. Świetny samochód. Zawsze siedziałem koło szofera.” (3)

Następne prawo jazdy wyrobił już po wojnie, gdy przy pomocy teściowej kupił pierwszy samochód, dwusuwowe, niebiskie P70. Była jesień 1958 roku: „pamiętam, jak zeszliśmy z Basią [żoną – przyp. red.] do garażu, gdzie stało to nasze cudo, i z wielkim nabożeństwem wdychaliśmy woń enerdowskich plastików. Oczywiście nie potrafiliśmy ani włączyć, ani wyłączyć biegów i Basia upominała mnie, abym niczego lekkomyślnie nie dotykał, bo coś może się uszkodzić albo zepsuć.” (3) Ta nieśmiałość szybko minęła. Lem prowadził z zapałem i werwą. Wszystkich wyprzedzał, zwłaszcza jadąc pod górę, co w czasach „petki” kończyło się notorycznie zagotowaniem wody w chłodnicy. Gdy auto stygło na poboczu, mijały je po kolei wyprzedzone wcześniej samochody.

Polityka Prywaności