Zaloguj się

Mercedes Benz R107 - przegląd wersji na 50-lecie

1 października 1970 r. Janis Joplin zaśpiewała na koncercie swą legendarną piosenkę „Oh Lord, won't you buy me a Mercedes-Benz”, choć była przysięgłą fanką Porsche. W trzy dni później już nie żyła – stając się niejako współzałożycielką niesławnego „Klubu 27”. Nie dożyła więc smutnego dla twórcy momentu, w którym jego dzieło zostaje kompletnie odwrotnie pojęte. Bo „Oh Lord…” miało być krytyką konsumpcjonizmu i demonstracyjnego bogactwa, a stało się nieoficjalnym hymnem fanów Mercedesa. W dodatku nieco ponad pół roku po jej śmierci Daimler-Benz wypuścił na rynek samochód, który wyglądał, jakby stworzono go w odpowiedzi na jej „modlitwę”. Inna sprawa, że na widok nowego modelu 350 SL – i po przyswojeniu informacji prasowej na jego temat – nagły przypływ religijności przeżyły na świecie setki tysięcy ludzi. Modlących się o wygraną na loterii albo choć o to, by nawet i za dziesięć lat, ale jednak móc sobie takie auto sprawić…

Nowy Mercedes 350 SL był po prostu obłędnie bezsensownym i bezużytecznym, ale zarazem oszałamiająco rozsądnym autem marzeń. Był niczym twierdza nie do zdobycia, ale wyposażona w sportowe możliwości i całkiem sporo mocy – w skrócie: był kompletnym novum w świecie motoryzacji. No i mimo gigantycznych nakładów, jakie przy jego opracowywaniu poniesiono, z pewnością żaden z włodarzy mieszczącej się w Untertürkheim centrali Mercedesa nie przypuszczał, że roadster ten dożyje siedmiu wersji i biblijnego jak na samochód wieku produkcyjnego 18 (OSIEMNASTU!!!) lat. Przeżył aż czterech Prezesów Zarządu!

Mercedes Benz R107 - przegląd wersji na 50-lecieMercedes Benz R107 - przegląd wersji na 50-lecie
Mercedes Benz R107 - przegląd wersji na 50-lecie

Trzecia generacja Mercedesa SL okazała się nieprawdopodobnym hitem szczególnie na rynku USA, gdzie nabywców znalazła aż połowa spośród wyprodukowanych łącznie 237 287 sztuk i na który na wyłączność wyprodukowano specjalną wersję – 560 SL. R107 był marzeniem biznesmenów i baaaardzo dobrze wydanych za mąż pań, ale też ukochaną zabawką dzieci z najlepszych domów, których rodzice nigdy by nie dopuścili, by ich dzieci miały na parkingu Harvardu czy Princeton pozostawiać jakieś niegodne brytyjskie roadstery czy włoskie spidery – a więc auta nie tylko bardziej plebejskie, ale i o wiele mniej bezpieczne.

A R107 był niczym ostatnia ochrona, gdyby nawet anioł stróż musiał się poddać. Bo w chwili premiery 50 lat temu był to samochód o niebo bezpieczniejszy od wszystkich innych aut bez dachu razem wziętych. Nic w sumie dziwnego, że przetrwał najdłużej spośród wszystkich odkrytych europejskich aut sportowych, które od lat 50. cieszyły się w USA ogromnym powodzeniem.

Wszystko dlatego, że od pierwszych szkiców – a może i jeszcze wcześniej – bezpieczeństwo bierne było jednym z priorytetów procesu opracowywania nowego modelu. Przecież od 1966 r. wiadomo było, że amerykańskie władze federalne planują wprowadzenie od 1968 nowych przepisów homologacyjnych dla pojazdów wkraczających na rynek – przepisów zarówno związanych z bezpieczeństwem zderzeniowym, jak i ekologicznością napędów. Oczywiście, nie było mowy o takim „półdachu”, jakim był de facto pałąk na nadwoziu Porsche 911 Targa, więc skupieni wokół Dyrektora ds. Rozwoju, Karla Wilferta konstruktorzy poświęcili mnóstwo uwagi ramie przedniej szyby – bo właśnie ona musiała chronić pasażerów podczas kapotażu. Na koniec uzyskano oszałamiający wzrost trwałości i sztywności tego elementu przekraczający o 50% parametry i tak najlepszego wciąż jeszcze na rynku poprzednika czyli Pagody W113.

Polityka Prywaności