Zaloguj się

Indiańskie dzieło sztuki

Zawsze nam, entuzjastom motoryzacji, towarzyszą, gdy stoimy przy liczącej ponad sto lat maszynie, gdy podziwiamy kunszt warsztatowy rzemieślników, kontemplując wycyzelowane elementy konstrukcji. W tym motocyklu nie ma nic przypadkowego. Każda śruba, nakrętka, łącznik, wspornik – każdy detal to dzieło ludzkich rąk. Rąk o olbrzymim rzemieślniczym doświadczeniu i przeświadczeniu, że tworzą historię – historię motoryzacji. Praca w Hendee Manufacturing Company Indian Springfield Massachusetts na początku XIX w. była wyzwaniem dla pionierów nowej dziedziny techniki – techniki motoryzacyjnej. 

Historyczny wstęp opracowałem nie bez przyczyny. Chciałem, byś Czytelniku po jego przeczytaniu, tak jak i ja zauważył, że elementy sterujące nie współgrają z dolno-górnym silnikiem i ramą jednośladu. Zamiast delikatnych wałków, które wykluczały konieczność opłat patentowych na rzecz Ernesta Monningtona Bowdena, w motocyklu znalazłem cięgna Bowdena podłączone do elementów sterujących. Na główce ramy zachowały się po obu stronach niewykorzystane otwory przeniesienia napędu, a na przedniej belce ramy pozostał eliptyczny ślad po usuniętym uchwycie mocowania dźwigni sterujących.

Indiańskie dzieło sztukiIndiańskie dzieło sztuki
Indiańskie dzieło sztuki

Nasz bohater w 1916 był nowoczesnym motocyklem najstarszej amerykańskiej marki, którą założyli w 1901 George Hendee i Oscar Hedstrom. Tak, marka Indian jest o dwa lata starsza od Harley-Davidsona, chociaż obecnie mniej od niego znana. 

W latach pionierskiego rozwoju motoryzacji Harley-Davidson starał się w konstrukcjach jednośladów dorównać nadającemu tempo rozwoju Indianowi, który już w 1901 w cenie 200 USD sprzedawał swój pierwszy motocykl. Miał on niezwykle udany czterosuwowy silnik z samoczynnym zaworem ssącym projektu Oscara Hedstroma zamontowany do rowerowej ramy z charakterystycznym – utworzonym przez zbiornik paliwa – wielbłądzim garbem (nazwa ta przylgnęła od pierwszych dni produkcji) nad błotnikiem tylnego koła. 

Napisałem sprzedawał, ale to słowo nieco na wyrost. Zbudowano sześć sztuk motocykla po niemal dwóch i pół roku projektowania, odlewania i obrabiania elementów, dopasowywania ich do siebie, testowania i przerabiania. Z sześciu sztuk pierwszą podobno po długotrwałych testach rozebrano na części, by zweryfikować ich jakości i nigdy ponownie nie złożono. Dwie sztuki sprzedano. O losie trzech pozostałych nie zachowały się żadne informacje. 

 

Czytaj więcej w Automobiliście 1/2020! 

 

 

Polityka Prywaności