Zaloguj się

Fiat 126p FL - remont bez taryfy ulgowej

Ładny Maluch w 40 minut

Kupić Malucha? Nic prostszego. Rzadkiego Mercedesa, przedwojennego Polskiego Fiata – tak, to co innego, ale Malucha kupić można zawsze. Czy na pewno? Jeśli stan samochodu nie gra istotnej roli, to tak. Jeśli jednak chcemy jeździć, a nie ślęczeć nad blachą bądź którymś z mechanizmów, sprawa robi się trudna.

Wszystko zaczęło się kilka lat temu. Albert miał już jednego Malucha, ale nabrał ochoty na drugiego do pary. Doszedł do wniosku, że tym razem czas na model nieco młodszy, ale nie będący jeszcze Elegantem. Poszukiwania godnego uwagi egzemplarza wydawały się nie mieć końca. Na nic zdało się objechanie całego województwa śląskiego, świętokrzyskiego i małopolskiego. Zresztą wycieczki były niepotrzebne, bo jak miało się niebawem okazać, do ładnego Malucha Albert miał zaledwie 3 kilometry. Jak wspomina pierwsze spotkanie?

 – Był luty 2017. Przypadkiem podjechaliśmy pod sklep w jednym czasie, zgadałem się z panią na parkingu. W ciągu 40 minut byłem już u niej, gdzie spisaliśmy umowę. 

Pani chciała sprzedać, mąż nie bardzo. Nie żeby widział w Maluchu lokatę kapitału. Chodziło raczej o świadomość, że jest to auto z tych, które dają się naprawić dwoma kluczami. Mężczyzna dał się ostatecznie przekonać. Albert odjechał swoim nowym nabytkiem.

 

Jednak nie taki ładny

W chwili kupna licznik prawdopodobnie przekręcał się właśnie drugi, a może i trzeci raz.

Powierzchowne oględziny sugerowały, że Maluch zachował się całkiem przyzwoicie. Widać było oznaki zmęczenia, ale czego oczekiwać po 25-letnim samochodzie. Dopiero rozbiórka i szczegółowy przegląd wykazały, że sytuacja wcale nie jest kolorowa. Mechanicznie było nieźle, czego nie można powiedzieć o blacharce. Do jak najszybszego wyrzucenia kwalifikowały się progi, ale w najgorszym stanie był tył, a konkretnie przegroda komory silnika w miejscu łączeniu z podłogą. Tam interwencja musiała przyjść natychmiast. Nadszedł czas na remont. Dłuższy, niż można by oczekiwać.

Fiat 126p FL  - remont bez taryfy ulgowejFiat 126p FL  - remont bez taryfy ulgowej
Fiat 126p FL  - remont bez taryfy ulgowej

Im dalej w las...

Drobiazgowa lustracja sprawiała, że lista części, które trzeba wymienić, napraw, z którymi nie można czekać oraz poprawek, które koniecznie trzeba nanieść robiła się coraz dłuższa. Niedobrze, jeśli w założeniach samochód ma wyglądać jak z fabryki.

Maluch został rozebrany na czynniki pierwsze. Błotniki zewnętrzne i wewnętrzne zostały od razu wycięte. Taki sam los spotykał kolejne i kolejne elementy, aż w końcu oprócz dachu, słupków, podszybia (gdzie jest numer VIN) i maski prawie wszystko jest nowe. A raczej nowe-stare, bo do remontu użyto wyłącznie oryginalnych części z epoki. Fakt, że w całym samochodzie praktycznie nie ma współczesnych zamienników, wart jest odnotowania tym bardziej, że są to rzeczy łatwe do wyszukania. W takim razie po co było sobie utrudniać i tak już niełatwy remont? Zadecydowała jakość. Dzisiejsze reparaturki i elementy mechaniczne często nie są warte najmniejszej uwagi. Zwłaszcza na elementach blacharskich Albert nie pozostawia suchej nitki:

 – Wielokrotnie z chłopakami z warsztatu zastanawialiśmy się, kto je dziś wypuszcza na rynek, bo chyba są to ludzie, którzy nigdy nie widzieli Malucha na oczy. Blachy potrafią odbiegać z rozmiarami, więc nie pasują. Do tego brzydko wyglądają. 

 1,5 cm do szczęścia

W poszukiwaniu blacharki Albert zjeździł pół Polski. Z remontem karoserii, a konkretnie z wymianą pasa przedniego wiąże się zresztą największe zaskoczenie, z jakim przyszło mu się zmierzyć. Można powiedzieć, że pas przedni to tylko kawał odpowiednio przetłoczonej blachy z wycięciami na reflektory i migacze. Element niezbyt skomplikowany. Przynajmniej w teorii.

Wymiana tego pozornie prostego kawałka karoserii nastręczyła wielu kłopotów. Współcześnie wykonany zamiennik... nie pasował. Okazał się 1,5 cm za szeroki i za nic w świecie nie dał się wcisnąć na miejsce. Mechanicy kupili drugi, tym razem „z epoki”. Na jednym ze złomowisk udało się znaleźć Malucha z przodem zachowanym w dobrym stanie. Pas wycięty został fachowo, zgodnie ze sztuką. Po przymiarce wyszło na jaw, że i ten jest za szeroki. Dopiero trzeci, kupiony jako nowy w Kętach, okazał się w porządku. To, że wyrób współczesny był do niczego, można zrzucić na karb byle jakiego wykonania. Jak jednak wytłumaczyć wymiarową niezgodność części, którą przed momentem wycięto z identycznego samochodu?

 -Mieliśmy na to tylko jedną odpowiedź: Maluch ze złomu musiał być kiedyś uderzony w bok. Został naprawiony, ale widocznie w którymś miejscu powstało lekkie przesunięcie, które wypchnęło pas przedni, a którego nie dało się zauważyć mówi Albert.

Zabieg mający być formalnością przerodził się w utrapienie. A przecież to „tylko Maluch”.

Polityka Prywaności