Zaloguj się

Star 25 - więcej niż pasja

Marcin Maculak......o sobie mówi, że jest wychowany w samochodowej rodzinie. Skończył stołeczne technikum samochodowe przy ul. Hożej, jednak już w pierwszej klasie od jednego z nauczycieli usłyszał, żeby... nie przychodził na jego zajęcia.

–To, co uczniowie robili dopiero na zajęciach, ja robiłem w warsztacie ojca. Pracowali tam mechanicy starej daty i sporo u nich podpatrzyłem. Szkołę skończył, choć od samego początku starał się dostosować jej realia do siebie.  – Poszedłem na pierwsze zajęcia. Zapytałem nauczyciela, co mam robić, a on do mnie: patrz się. Powiedziałem mu, że nie przyszedłem patrzeć, tylko coś zrobić. Zapytał, co umiem, więc odparłem, że mogę zrobić hamulce, wymienić sprzęgło. No i po kilku dniach na praktykach dostałem do roboty Fiata ze spalonym sprzęgłem. Nauczyciel siadł na krześle i tylko się przyglądał. Zrobiłem, co trzeba i auto było gotowe.Po jakimś czasie naprawiał nawet samochody nauczycieli. Marcin Maculak przyznaje, że praca przy samochodach była dla niego czymś zupełnie normalnym.

 – W firmie taty w którymś momencie było 15 Tatr 815. Doszedłem do takiej wprawy, że sprzęgło w takiej Tatrze wymieniałem w godzinę dwadzieścia.W „samochodówce” każdy uczeń musiał mieć prawo jazdy. Mój rozmówca kończąc szkołę miał wbite w dokument wszystkie kategorie, poza autobusami.

Star 25 - więcej niż pasjaStar 25 - więcej niż pasja
Star 25 - więcej niż pasja

Nie kupisz nic, prócz liny

O tym, że remont leciwego samochodu to duże wyzwanie, wspominaliśmy na naszych łamach dziesiątki razy. Niemal zawsze chodziło jednak o pojazdy osobowe, które od użytkowych bardzo często różnią się dostępnością części. O ile remontując zabytkową osobówkę możemy liczyć na dostęp do zapasów, to w przypadku aut takich jak Star 25 sprawa jest wątpliwa. Trudno się dziwić, w końcu ciężarówka ma pracować. Właściciel musi utrzymywać ją w sprawności, z tyłu głowy mając jednak perspektywę wymiany na nowszy, bardziej ekonomiczny i wydajniejszy model. Dopieszczanie? Gromadzenie elementów zapasowych? A gdzie tam! Zużyta maszyna i tak wyląduje w końcu na złomowisku. Tam z kolei nikt nie będzie się bawił w wymontowanie ciężkich, wielkich elementów, by je zachować dla potomności. W ruch po prostu pójdzie palnik. Efekt?

 –Ze wszystkimi częściami jest problem. Nie ma nic, wymiana czegokolwiek to kłopot. Dostanie opon to tragedia, te są przywiezione z Przemyśla. Lina dźwigu – to jedyny standardowy element, który można po prostu kupić. Nie da się powiedzieć, z czym był największy dylemat – po prostu ze wszystkim. Gdy go kupiłem, był rozszabrowany. Na szczęście dużo elementów nagromadziłem w ciągu ostatnich lat. Najlepiej o nie po prostu pytać w trakcie rozmów, bo wtedy okazuje się, że ktoś ma jedną część, u kogoś leży kolejna. Nie podliczam nawet, jaki był koszt remontu, bo w razie sprzedaży i tak bym tych pieniędzy nie odzyskał. Na razie. Samochody takie jak opisywany Star 25 to dziś zupełne rarytasy. O ile zabytkowych osobówek można zliczyć całe mrowie, o tyle samochody użytkowe rzadko kiedy dożywają tak sędziwego wieku. To z kolei kształtuje ich ceny. Na plus dla właścicieli.

 

Polityka Prywaności