Zaloguj się

Tylko Lambretty...

Na polskim rynku motoryzacyjnym dobrze znana jest Lambretta Ld 150 z lat 1957-58, dostępna w sieci Motozbytu. Cena jak na tamte realia była wysoka – 22 tys. zł. przy średnich miesięcznych zarobkach ok. 1200 zł. Wśród użytkowników cieszyła się dobrą opinią jako pojazd o nieprzeciętnej trwałości i niezawodności w porównaniu do innych skuterów i motocykli. 

 

Na studencką kieszeń

Na przełomie lat 60 i 70 ub. wieku byłem właścicielem Lambretty Ld 150. Kupiłem ją za 7 tys. zł. z przebiegiem 15 tys. km. Jeździłem nią 5 lat. Głównym mankamentem Ld były małe koła 4.00 x 8 cali, co wiązało się z niskim prześwitem. Uszkodzenia tłumika nie należały więc do rzadkości, szczególnie na kiepskich, dziurawych drogach. 

W 1971 z tygodnika „Motor” dowiedziałem się o likwidacji magazynu w Antoninku k. Poznania i wyprzedaży części zamiennych do Lambretty Ld. Nie mogłem pominąć takiej okazji, tym bardziej że można było kupić różne części po 5 zł. za 1 kg. Kupiłem dużo różnych elementów, nawet niepotrzebnych, np. osłony główne nóg, stojaki centralne, podnóżki stóp pasażera, tłoki z pierścieniami i sworzniami pakowane po 6 szt. i wiele innych. Część kupionych elementów przywiozłem osobiście, a większe wysłałem przesyłką pocztową na adres akademika w Krakowie, w którym mieszkałem. Jeszcze studiowałem, więc dochód ze sprzedaży części za pośrednictwem ogłoszeń w „Motorze” w znacznym stopniu poprawił moją sytuację finansową. 

 

Tylko Lambretty...Tylko Lambretty...
Tylko Lambretty...

Sokół 600 za Lambrettę?

Nie sposób nie wspomnieć o ciekawym zdarzeniu z 1971. Jechałem odnowioną Ld w kolorze biało-czerwonym, prezentowała się nadzwyczaj okazale. Nagle zatrzymał mnie starszy pan i chciał kupić mój skuter. Oczywiście odmówiłem – pojazd był moim codziennym środkiem transportu, a komunikacja państwowa, czyli PKS szwankowała i to znacznie. Na dworcach autobusy były zawsze pełne, a niezabrani podróżni skazani na następny „kurs”, który nie gwarantował podróży. Wtedy starszy pan zaproponował mi zamianę Ld na ciężki, przedwojenny motocykl. 

W następnym tygodniu pojechałem go obejrzeć, oczywiście moją Ld. Okazało się, że starszy pan chciał kupić skuter dla swojej niepełnoletniej córki. Motocykl, na który miałem zamienić moją Lambrettę, garażował od lat przedwojennych na strychu budynku właściciela. Po wejściu po drabinie okazało się, że stoją tam dwa ciężkie motocykle. Pierwszy, jak poinformował właściciel, to CWS 1000 z bocznym wózkiem, a drugi to Sokół 600, który to właśnie miał być pojazdem do zamiany za Ld. Motocykl, jak pamiętam, częściowo pokryty był nalotem korozyjnym, miał uszkodzone opony bez powietrza, zniszczone siodła, ogólnie nie prezentował się ciekawie, do tego nie nadawał się do jazdy. Doszedłem do wniosku, że zrobiłbym duży błąd godząc się na zamianę. 

Jakie były dalsze losy CWS-a i Sokoła? Po latach właściciel pojazdów zmarł, córka była dorosłą i zamężną kobietą. Jej mąż postanowił sprzedać „bezużyteczne gruchoty”. Za te pieniądze kupił używanego Fiata 126 p, a niebawem jadąc samochodem spowodował wypadek, w którym zginął. Może gdybym zamienił Ld na Sokoła 600, życie potoczyłoby się inaczej…

 

Czytaj więcej w Automobiliście 2/2020! 

 

 

 

Polityka Prywaności