Zaloguj się

Bugatti, 110 lat pasji

W grudniu 1909 r. młody Ettore Bugatti, porzuciwszy posadę u Deutza w Kolonii, zjawił się w alzackim Molsheim, aby właśnie tam, w starych zakładach farbiarskich rozpocząć produkcję na swój rachunek legendarnych samochodów. Rocznica ta zasługuje oczywiście na specjalne potraktowanie, więc alzacki klub entuzjastów Bugatti – EBA – zorganizował 36. Bugatti Festival poświęcony temu wydarzeniu. Hasłem przewodnim było „Bugatti, 110 ans de Passion” czyli „110 lat pasji”.

Na Bugatti Festival, tradycyjnie we wrześniu, wybraliśmy się wraz z moim kuzynem Jarkiem po raz szósty. Impreza trwała 3 dni – od 6 do 8 września. Tym razem pojawiła się rekordowa ilość bugatek – 73 maszyny z Francji, Niemiec, Holandii, Anglii, Luksemburga, Belgii, Czech, Słowacji, no i nasze maleństwo z Polski. Oprócz całej masy wyścigowych i sportowych bugatek było też parę „białych kruków” – T41 Royale Esders Roadster (rekonstrukcja), T57SC Atlantic (wierna kopia wykonana przez największego znawcę Atlantików, Erika Kouxa), T59 – najbardziej zaawansowana technicznie wyścigówka Bugatti, T101 – zmontowana krótko po wojnie T57 z nowoczesnym, pontonowym nadwoziem coupé firmy Antem.

Rodzina Bugatti zaszczyciła nas swą obecnością, syn Ettorego Michel brał udział na swej T44 Grand Sport, a wnuczka Caroline wystawiła dwa auta – T43 oraz T57.

Tegoroczna edycja odbywała się nie tylko pod hasłem 110 lat istnienia marki. Organizatorzy zwrócili uwagę na kilka innych rocznic. I tak obchodziliśmy 110. jubileusz Bugatti T10 „La Baignoire” czyli „Wanienki”, 90 lat modelu T46 oraz kilka osiemdziesięcioletnich rocznic – zwycięstwa T57C w Le Mans w 1939 r., powstania Bugatti T64 oraz tragicznej śmierci Jeana Bugattiego w sierpniu 1939 r. Obchodziliśmy także 40. rocznicę istnienia EBA, czyli Enthousiastes Bugatti Alsace.

Zaczęło się od przywitania na rynku w Molsheim w piątkowy poranek. Potem wyjechaliśmy na południe, do Miluzy i słynnego muzeum „Cité de l’automobile” czyli kolekcji braci Schlumpf. Na terenie muzeum zgromadzono nasze auta na wewnętrznym dziedzińcu, a my mogliśmy pogrążyć się w kontemplacji nad niesamowitymi okazami pojazdów zgromadzonymi tutaj. Pobyt w Miluzie zakończył się pysznym obiadem.

Potem ruszyliśmy wzdłuż Renu do Dorlisheim. Po drodze spotkaliśmy się w Rosheim z Grand Tour – rajdem nowoczesnych bugatek z Milano do Molsheim zorganizowanym oczywiście z okazji 110. rocznicy firmy przez Bugatti SAS – 23 Veyronów i Chironów w każdym możliwym kolorze. W Dorlisheim, tradycyjnie na cmentarzu, odbyła się ceremonia upamiętniająca rodzinę Bugatti. Tym razem wieniec na groby Ettorego i Jeana zawiozła Bugatti Royale. Wieczór zakończyliśmy kolacją w Dorlisheim – pyszna – Le moelleux Veau en robe d'herbes fraîches, saveurs des sous-bois – uwielbiam te francuskie nazwy potraw, są sexy…

Bugatti, 110 lat pasjiBugatti, 110 lat pasji
Bugatti, 110 lat pasji

W sobotę gościliśmy u Bugatti SAS na terenie parku przy château należącym kiedyś do Ettorego. Impreza miała prostą nazwę – Grande Fête. Na terenie dziś należącym do Volkswagena zgromadzono, prócz naszych zabytkowych, ponad 40 współczesnych bugatek. Można było zobaczyć koncepcyjne Bugatti GT – przedprototyp Chirona, La Voiture Noire, które kupił Cristiano Ronaldo, Divo – torową wersję Chirona bez homologacji drogowej czy też Centodieci (współczesną wariację na temat EB110, supersamochodu z początku lat 90. Poza tym przygotowano wystawę zabytkowych Bugatti pochodzących zarówno ze zbiorów Volkswagena, jak i wypożyczonych z Miluzy. Był pierwszy wehikuł skonstruowany przez Ettorego, dwusilnikowy (sic!) trójkołowiec Prinetti & Stucchi z 1899, Royale Coupe de Ville z nadwoziem Bindera z kolekcji Volkswagena, T 46 Surprofilé, T57 Corsica Roadster i wiele, wiele innych.

Po poczęstunku przejechaliśmy w kolumnie do położonych w sąsiedztwie byłych zakładów Bugatti, dziś Safran, gdzie buduje się podwozia do samolotów. Tam każde Bugatti miało zrobione pamiątkowe zdjęcie przy willi zamieszkiwanej wcześniej przez rodzinę Ettorego. Po sesji pojechaliśmy na dłuższą przejażdżkę do Rouffach, gdzie oczywiście czekało nas jedzenie i alzackie wino.

Podróż powrotną rozpoczęliśmy do Bischoffsheim, tym razem przez Wogezy. Wspaniałe gładkie i puste górskie drogi dały nam wielką przyjemność z jazdy. Zatrzymaliśmy się w Chatenois, gdzie w miejscowej destylarni mieliśmy okazję spróbować alzackiej whisky.

W Bischoffsheim czekała nas uroczysta kolacja w restauracji Bischhenberg położonej na szczycie góry z przepięknym widokiem na okolicę. Doskonale rozpoczęty wieczór zakończyliśmy afterparty ze znajomymi w barze poświęconym oczywiście Bugatti w pobliskim Obernai.

Niedziela to tradycyjnie prezentacja naszych bugatek w Molsheim w Parku Jezuitów. Mimo kapryśnej pogody tłumnie przybyli entuzjaści marki. W kilku punktach miasta zorganizowano wystawy obrazów i rzeźb poświęconych Bugatti. Mnie szczególnie do gustu przypadły prace Bernda Luza i Françoisa Vanareta. Można też było zwiedzić bardzo interesującą wystawę poświęconą Trippelwerke, czyli produkcji w czasie wojny w zakładach Bugattiego przejętych przez III Rzeszę nieudanych amfibii Trippel. Wystawiono nawet dwa zachowane wehikuły tej marki. Po prezentacji późnym popołudniem załadowaliśmy naszą bugatkę na przyczepę i udaliśmy się w daleką drogę do kraju.

Podczas tegorocznej edycji Bugatti Festivalu pogoda była wyrozumiała, kilka razy deszcz wisiał w powietrzu i nawet zaczynał padać, ale nigdy nie rozwinął się w pełnowymiarowy opad. Jazd było sporo – zrobiliśmy bugatką przez 3 dni 600 kilometrów bez żadnych problemów. Problemy techniczne złapały nas w drodze powrotnej – awaria łożyska alternatora w holowniku, Nissanie Navara skutecznie nas zatrzymała na jeden dzień w okolicach Norymbergi, ale udało się temat ogarnąć i szczęśliwie wrócić do domu.

 

 

 

Polityka Prywaności