Zaloguj się

Skala na każdą kieszeń #1. Trabant 601

Nie chcę cię!
W Polsce Trabanta zna każdy, kto ma więcej niż 20 lat. Jeszcze w latach 90. Mydelniczki często zerkały z podwórek i osiedlowych parkingów. Z biegiem czasu było ich coraz mniej, aż wreszcie zniknęły zupełnie. Nie ma ich na wsiach, dawno zapomniano ich w miastach. Nawet na zlotach aut klasycznych Trabantów nie ma zatrzęsienie. Dobrze jeśli pojawi się choć jeden.

A przecież Mydelniczek zbudowano całkiem dużo, bo ponad 3 miliony. Popularne były nie tylko w Polsce, ale w ogóle w Bloku Wschodnim. Mieszkańcy NRD jeździli nimi tłumnie, lecz nieco „z braku laku”. Gdy tylko doszło do zjednoczenia Niemiec, kto mógł pozbywał się swojego Trampka. Korzystali na tym Polacy, którzy chętnie jeździli na zachodnią granicę i… dokonywali zamiany. Operacja kosztowała 200 marek i polegała na przełożeniu tabliczki znamionowej z „polskiego” zużytego Trabanta do egzemplarza „od Niemca” w lepszym, a nawet w bardzo dobrym stanie. Stary Tramp porzucany był byle gdzie, a właściciel wracał do domu wozem może nie nowym, ale nowszym, a na pewno bardziej zadbanym. Czy taka operacja była legalna? Oczywiście, że nie. A nie można było po ludzku odkupić od Niemca to, czego on i tak chciał się przecież pozbyć? Niestety, był to czas, gdy w Polsce nie wolno już było rejestrować po raz pierwszy aut z silnikiem dwusuwowym. „Przeszczep” tabliczki był zatem jedynym możliwym sposobem na odmłodzenie swego wozu. Dokumenty zostawały przecież te same.

 

A imię jego będzie czterysta czterdzieści i cztery

Ostatni Trabant, wyposażony w silnik Volkswagena, powstał w 1991 r. Do ciekawego zwrotu akcji doszło 3 lata później. W jednym z tureckich portów Niemcy odkryli partię 444 fabrycznie nowych Trabantów 1.1. Powód porzucenia aut okazał się prozaiczny: importer zbankrutował, samochody zostały. Trabanty ściągnięto do Niemiec, gdzie je odświeżono, doposażono, a emblematy pomalowano na złoto. Tak powstała seria „einer von 444” (jeden z 444). Imię i nazwisko kupującego trafiało na złotą grawerowaną tabliczkę, ponadto szczęśliwy nabywca dostawał portfel, specjalny kluczyk… pomysł byłby świetny, gdyby nie zaporowa cena. Sentyment nie był jeszcze wtedy zbyt silny, toteż do 1996 r. na limitowanego Trabanta zdecydowało się mniej, niż 100 osób. Nie było rady – cenę tych „einer von 444”, które zostały (a więc prawie wszystkich) obniżono do 9999 marek. Co ciekawe, zdecydowano, że Trabanty będą sprzedawane… w sieci supermarketów Allkauf. Dziś każda z 444 Mydelniczek jest poszukiwana. Jedną z nich zobaczyć można w DDR Museum Zeitreise w Radebeul, nieopodal Drezna.

 

 

 

Skala na każdą kieszeń #1. Trabant 601Skala na każdą kieszeń #1. Trabant 601
Skala na każdą kieszeń #1. Trabant 601

Pospolity rarytas

Znalezienie Trabanta w miniaturze nie stanowi najmniejszego problemu. Przynajmniej dopóki szukamy skali 1:43. Z pomocą przyszły tu zarówno profesjonalne firmy modelarskie, jak i popularne serie kioskowe. Jeżeli jednak szukamy egzemplarza w jednej z mniejszych skal, bo taką jest skala resorakowa, sytuacja nie jest już tak prosta. Herpa, znana w modelarstwie kolejowym, oferuje Trabanty maleńkie, bo w skali 1:87, zwanej też H0. Jedynym producentem, o którym wiem, a który pochylił się nad kieszonkowym Trabim było Maisto. Niestety, znalezienie widocznego na zdjęciu autka w sklepie nie jest dziś możliwe. Można mieć wrażenie, że model pojawił się i zniknął niemal w tym samym momencie. Firma milczy na temat okresu, w którym produkowała Trabanta. Wiadomo, że dostępny był w trzech wersjach kolorystycznych: zielonej, żółtej i białej. W całej historii niewątpliwym smaczkiem jest fakt, że Trabanta ze zdjęć kupiłem w 2001 r. w… Czechach. Nigdy wcześniej, ani później nie spotkałem go w żadnym sklepie ani w Polsce, ani za granicą. Czyżby produkt limitowany? Wątpię, żeby producent masówek, jakim jest Maisto, bawił się w takie rzeczy. Niby pospolitość, a jednak nie do dostania. Zdarzyło mi się spotkać gdzieś modeliki identyczne z moim, jednak ktokolwiek je wyprodukował, nie podpisał się na podwoziu. Najbardziej widoczną różnicą był spory trabantowski emblemat na masce, którego w moim resoraku nie ma.
 

Trabant powróci?

Jakiś czas temu słychać było o teoretycznie możliwym powrocie Trabanta na rynek. Pomysł nie jest oryginalny, w końcu u nas podobne pomysły pojawiały się odnośnie do Syreny czy Warszawy. Szanse na wskrzeszenie Trabanta są pewnie marne, ale wszystko zależy od właściciela praw do marki. Jest nim… Herpa. Tak tak, firma modelarska, mistrz wspomnianej skali H0.

 

 

 

Polityka Prywaności