Zaloguj się

Jerzy Kossowski 

Na pewno trzeba by to podzielić na dwa segmenty – przyszłość bliższa i dalsza.

 

Bliższa

 

            To łatwiejsze, bo każdy widzi to co się dzieje. Najważniejsze imprezy europejskie starej motoryzacji są już odwołane, a te które już się odbyły jak np. Retro Classic Stuttgart czy Retromobile w Paryżu miały po prostu sporo szczęścia w wyborze czasu. Pokazały jednak, szczególnie ta w Sztutgarcie, na lekkie zahamowanie wzrostu cen na oldtimery. Moim, a właściwie naszym redakcyjnym zdaniem, ten trudny często do zrozumienia trend wzrostowy został spowodowany wejściem na rynek kolekcjonerski inwestorów. Nie byli oni w zasadniczym zamiarze zainteresowani samymi pojazdami, ale niesłychanie wysokim stopniem zysku. To zjawisko było obserwowane również  u nas w Polsce. Dobrze zainwestowany kapitał dawał, przy bardzo niewielkim ryzyku, nawet jego podwojenie. Przykłady można by mnożyć. Taka sytuacja nie mogła trwać wiecznie. Wyjaśnijmy od razu, to nie była czysta spekulacja, ale tworzenie „bańki”, która pękła. Inwestorzy zapewne nie poniosą znaczących strat, ale ten etap inwestowania został zakończony i to według mnie bezpowrotnie. 

 

            Na naszym rynku oldtimerów mamy pewien kłopot z pojazdami z naszego otoczenia geograficznego, bo jak dotychczas nikt nie opracował dających się obronić cenników. Te zagraniczne, które znamy np. Classic Data, Dekra itp. powstawały przez kilkadziesiąt lat i metodyka ich tworzenia była i jest cały czas modyfikowana. Wiele osób kwestionuje podawane w nich wartości, ale jak dotychczas nie potrafiono zaproponować bardziej rzetelnych metod pomiaru rynku. To nie jest prosta analiza ofert w sieci, cen aukcyjnych czy też transakcji u wyspecjalizowanych sprzedawców. Ta wiedza, jak te wszystkie parametry łączyć, jest słodką tajemnicą firm i zespołów, które je tworzą. 

Wielu z nas emocjonuje się pojawieniem się w sieci jakiś abstrakcyjnych cen na dość popularne u nas pojazdy. To też jest element tworzenia rynku. Bo na cenę ma wpływ cały szereg elementów, że choćby wymienię kilka:

 

  • rzadkość występowania (teraz, nie kiedyś)
  • wartość  na rynku (kiedyś), to co było drogie kiedyś jest też drogie dzisiaj
  • nasycenie rynku tym modelem
  • przebieg
  • stan techniczny (teraz) – dodajmy bardzo trudny do wyceny bez oka fachowca
  • przewidywany wkład finansowy w ewentualne uruchomienie.

 

Ostatni punkt wyceny jest kluczowy, bo może obejmować koszty przeprowadzenia renowacji. Jego określenie jest niezwykle trudne, bo wiąże się z dokładnym określeniem doprowadzenia do oryginalnego stanu. Zapamiętajmy - tylko stan oryginalny daje podstawę do rzetelnej wyceny. Według kryteriów sprawdzonych na Zachodzie od wyceny pojazdu odejmuje się koszty doprowadzenia do oryginału. Jeśli więc ktoś zafundował sobie skórzaną tapicerkę do Syreny to odejmie się koszt jej zdjęcia i odtworzenia oryginalnej z tkaniny i dermy lub skayu. Kolejną trudnością jest znalezienie dobrze opisanego wzorca zgodnego z rocznikiem i wersją, w tym kolorystycznego. Tu na pewno konieczne będą kompromisy. 

Muszę jednak zmartwić tych, którzy  zdobią swe pojazdy w metalizowane lakiery, chromowane kolumny kierownicy, felgi. szprychy itp. To jest możliwe i nikt tego nie kwestionuje, bo pojazd ma NAM sprawiać radość, ale nie podnoszą one jego wartości. 

Dalsza

 

            Nie obawiam się przyszłości oldtimerów, bo to jest rodzaj wspaniałego hobby czy sposobu spędzania wolnego czasu i pole dla pasjonatów. Odpadną z tej grupy ludzie, dla których jest to tylko sposób na szybkie i znakomite inwestowanie swoich pieniędzy. W dalszej perspektywie zostaną ci inwestorzy, którzy zadowolą się zwrotem kapitału na nieco wyższym poziomie niż oprocentowanie wkładów bankowych. Natomiast dla prawdziwych kolekcjonerów może wkrótce pojawić się szansa na atrakcyjne zakupy z wyprzedaży pojazdów inwestycyjnych. Może, ale nie musi. Wystawy i targi starej motoryzacji wrócą po przerwie jako ważne elementy prezentacji tej dziedziny ludzkiej działalności. Nie po to się kolekcjonuje coś tam, aby chować to w szafie, tym bardziej, ze przy okazji prezentujemy fragmenty historii. Na koniec, już dzisiaj wszystko co wiąże się z oldtimerami to poważna gałąź gospodarki, skupiająca ludzi o bardzo dużych kwalifikacjach. Chodzi tu nie tylko o same warsztaty, ale także długą litanię tego co jest bezpośrednio i pośrednio związane z tematem  pojazdów historycznych. Wierzę też w to, chociaż obecnie nie mam  dobrych przykładów, że w końcu uda się w Polsce przebić z wieloma pomysłami legislacyjnymi. Mam tu na myśli choćby kwestię jednej tablicy na kolekcję, jasne określenie zasad wyjazdu i wywozu z kraju czy rejestracji. Lista jest dłuższa bo zawiera sprawy dawno rozwiązane w wielu krajach Unii Europejskiej, a u nas nie sposób nawet tego przedstawić organom państwa czy Ustawodawcy. Myślę, a nawet jestem tego pewien, że będzie rosła liczba kolekcjonerów potrafiących zrobić samodzielnie coraz więcej prac przy swoim pojeździe. Będzie to po części spowodowane kosztami w warsztatach, ale i satysfakcji jaką daje samodzielne wykonanie trudniejszej pracy. W końcu „nie święci garnki lepią”, a narzędzi i wiedzy jest coraz więcej. Będą więc dobre czasy dla pasjonatów. Nie wiem tylko kiedy nastąpi odbicie.

Na zdjęciu historyczna już wystawa polskich samochodów w nieistniejącej już filii Muzeum Techniki w d. Zakładach Norblina

 

 

Polityka Prywaności