Zaloguj się

Co mi od lat doskwiera

Nasi starsi czytelnicy pamiętają być może budowę przez młodzież motorynek w początku lat 60. Nie było silników, kół, opon, rur i tysiąca innych rzeczy, ale powstało ich sporo. Koniecznie trzeba przypomnieć akcję budowy samochodów Hortek zainicjowaną przez „Horyzonty Techniki”, konkursy na najlepszy SAM i najlepszą motorynkę organizowane przez „Motor”. Potencjał w tym zakresie był ogromny i go nie gaszono, a wręcz przeciwnie popierano. Ten potencjał był nie tylko w miastach, ale także na wsiach i w miasteczkach, gdzie skonstruowano tysiące małych ciągników, które wiernie służyły i nawet do dzisiaj służą, mimo swych często kuriozalnych rozwiązań. Pamiętam też sprawę sprzed chyba 40 - 50 lat, kiedy jakiś rolnik postanowił zbudować sobie samolot. Zrobił to bez specjalnej wiedzy na temat aerodynamiki i wytrzymałości materiałów. Samolot miał koła od betoniarki, jakiś ciężki silnik, wystrugane z drewna śmigło. Na oko był o wiele za ciężki, aby wznieść się w powietrze, ale kołował po podwórku. Pokazał jednak jaki był (i pewnie jest) potencjał twórczy. Warto przypomnieć też własne konstrukcje motocykli wykorzystujących w mniejszym lub większym stopniu elementy z innych pojazdów, niekoniecznie motocykli. 

 

To wszystko się skończyło w ramach walki ze „składakami”, jakie w latach 90. powstawały ze zmontowania resztek rozbitków kupowanych za bezcen za granicą. Ta walka, jeśli chodzi o „składaki”, skończyła się sukcesem, ale nie dzięki rygorystycznym przepisom, tylko z powodu sytuacji rynkowej. Po prostu okazało się, że to się nie opłaca. Do dzisiaj jeszcze krążą legendy o łamiących się na pół składakach jako problemie w ruchu drogowym. Nie trzeba być specjalistą, aby móc je ocenić. Dzisiaj w cenie butli z gazami spawalniczymi można kupić używany samochód, który da się legalnie zarejestrować. Niestety nie sposób z tą prawdą przebić się do ministerstw i to nie tylko obecnie. 

 

 

Co mi od lat doskwieraCo mi od lat doskwiera
Co mi od lat doskwiera

Nie pamiętam dokładnie, kiedy, ale zdaje się 7 - 10 lat temu zarejestrowanie zbudowanego samodzielnie pojazdu stało się praktycznie niemożliwe. W trosce o bezpieczeństwo w ruchu drogowym nakazano dokonanie homologacji takiego pojazdu. To koszt minimum kilkudziesięciu tysięcy złotych, a przecież postulowaliśmy inne rozwiązanie. Nie był to wielki wynalazek, bo przecież możemy w Polsce legalnie zbudować sami dom lub samolot w kategorii „Experimental”, pod warunkiem fachowego nadzoru i posiadania zaakceptowanego przez odpowiedniego fachowca projektu. Nie wiem, co stało na przeszkodzie, aby powtórzyć takie rozwiązanie w przypadku samochodu lub motocykla. Mamy sporo uczelni technicznych, rzeczoznawców techniki samochodowej i firm inżynierskich mogących zapewnić właściwy poziom wykonawstwa. Oczywiście nie można było takiego zadania przerzucić na diagnostę, gdyż on nie widział, co i jak spawaliśmy, jakich materiałów użyliśmy itp. On powinien dostać dokument potwierdzający poprawność konstrukcji i dopiero wtedy sprawdzać, czy pojazd spełnia warunki dopuszczenia do ruchu. 

            Prezentowaliśmy na naszych łamach trzeci jeżdżący egzemplarz wzorowany na Syrenie Sport czy elektryczny skuter Osa, których bez homologacji nie da się legalnie zarejestrować. Gdyby miały trafić do produkcji, nawet małoseryjnej, powinny taką homologację uzyskać. Opisane wymogi uniemożliwiły produkcję zestawów (z angielskiego „kit car”) przez Adama Cielucha kopii angielskich Caterham'ów. W UK w takim zestawie musi być homologowana rama, przykładów rozwiązań jest więc wiele. Oglądamy z zazdrością filmy z USA, gdzie buduje się rozmaite customy, hotrody, streetrody i inne wynalazki, a potem się nimi jeździ...... 

 

 

No dobrze, a co to ma wspólnego z oldtimerami?

Tu pojawiają się dwa problemy – pierwszy to kłopot z zarejestrowaniem dzisiaj pojazdu, który jest kopią nieistniejących pojazdów, będących np. np. świadectwem naszej historii, i został zbudowany ze wszystkimi prawidłami sztuki.

Drugi – to co zrobić z takimi kopiami, jeśli wejdą w ustawowy wiek pojazdu zabytkowego? Mamy już pozytywne przykłady, ale trzeba było czekać ponad 30 lat! 

 

Gdyby udało się odblokować myślenie urzędników i Ustawodawcy, można tu wzorować się na sprawdzonych regułach, to takie pojazdy mogłyby otrzymywać zgodę na rejestrację jako SAM, niezależnie od tego, co przedstawiają. Nikt z nas nie może powiedzieć, że zbudowanie takich pojazdów, które prezentuję na zdjęciach, to „bułka z masłem”, niezależnie co o nich myślimy. Pełnią też wielką rolę edukacyjną.  Nie można zapominać o licznych projektach studentów z różnych uczelni, wykonanych pod fachowym okiem wykładowców, które zgodnie z prawem nie mają szans wyjechać na ulice, choćby w celu sprawdzenia parametrów. A nawet gdyby były tylko upustem fantazji twórczej popartej rzetelną wiedzą techniczną, to ja podpisuję się dwoma rękami pod przepisami umożliwiającymi rejestracje SAM-ów.

 

 

 

Polityka Prywaności