Auta „na żółtych” – tylko po jednym w województwie?

Trzymam w ręku pismo od Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który uzasadnia, na podstawie własnej interpretacji przepisów, że nie wpisze do ewidencji zabytków pojazdu, mimo wykonania pełnej ekspertyzy przez uprawnionego rzeczoznawcę. Odmowna decyzja konserwatora uzasadniona jest tym, że pojazd nie ma „różniących cech świadczących o wartościach naukowych, historycznych i artystycznych”, a poza tym w jego ewidencji już taki pojazd się znajduje i nie ma podstaw do włączenia kolejnej karty takiego samego pojazdu. Z takiej interpretacji wynika, że taka ewidencja może zawierać tylko jeden pojazd tego samego typu i modelu, o ile nie posiada szczególnych cech wyróżniających, np. użytkowała go znana osoba, co musi być udokumentowane. Jednym z argumentów konserwatora jest liczba wyprodukowanych egzemplarzy, szkoda, że nie jest to liczba zachowanych egzemplarzy. No, ale jeśli mówimy o jednym egzemplarzu, to każda inna argumentacja odpada. Rozumiem, że teraz w Województwie Lubelskim można zarejestrować tylko jednego Sokoła 1000, jedną SHL M04, jedną Warszawę M20 itd., o ile tej drugiej nie używał np. generał albo biskup. Ciekawa interpretacja.

Przypomina się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy powstał problem kwalifikacji celnej pojazdów zabytkowych, gdzie europejskie przepisy wymagały, aby m.in. pojazd był cenny i rzadki, nie wspominając, czy chodzi o jego współczesną cenę czy dawniej, jak również rzadkość występowania kiedyś czy dzisiaj. Jakoś w innych krajach Unii nie było problemu z tą interpretacją, ale w Polsce powstał, zakończony podstawowym kryterium wieku 30 lat. Przepisy kwalifikujące pojazd do kategorii „Zabytkowy” były mozolnie tworzone ćwierć wieku temu, gdy kolejne rządy usiłowały zahamować przywóz samochodów używanych. Jak wiemy, powiem ironicznie, bardzo się udało, bo po długich bojach liczba sprowadzanych wzrosła z kilkudziesięciu tysięcy rocznie do około miliona. Przy okazji, za każdym razem „wylewano dziecko z kąpielą” uderzając w kolekcjonerów pojazdów zabytkowych. Można by powiedzieć: „a machnij na to ręką i zarejestruj na białe”, ale żółte tablice są jak dotychczas jedyną metodą rejestracji pojazdów z niepełną dokumentacją lub „bez papierów”. Niestety, nasze wielokrotne interwencje i inicjowanie interpelacji poselskich z udziałem prawnika Piotra Pszczółkowskiego i klubu CAAR, od dawna zaangażowanych w te sprawy, nie przyniosły żadnych rezultatów, szczególnie w ostatnim pięcioleciu. Wnioski każdy może sam wysnuć.

Nie udało się także ustawowo zwolnić pojazdów zabytkowych z karnej opłaty za nieprzerejestrowanie w ciągu miesiąca. Ministerstwo Infrastruktury zasłania się dyrektywami unijnymi, gdy w innych państwach Unii nie ma tego problemu, bo tam jest to zupełnie oczywiste, że pojazd wymagający długotrwałego remontu nie może być zarejestrowany. Jakie jest wyjście? Moim zdaniem, rozsądnym wyjściem jest przekazanie kompetencji do przyznawania statusu pojazdu zabytkowego wydziałom komunikacji na podstawie oceny uprawnionych rzeczoznawców i kryterium wiekowego. W Niemczech czy w Wielkiej Brytanii służby konserwacji zabytków w ogóle nie zajmują się nadawaniem takiego statusu i to działa. Może już czas zrewidować polskie rozwiązania sprzed 25 lat? Tylko kto wystąpi z takim projektem? I do kogo?

Jerzy Kossowski

Tablice tymczasowe trzeba w końcu oddać. A po nich białe, czy żółte?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *